Archiwum kategorii: Blog

Byłam w raju

[vc_row][vc_column][vc_column_text]

Byłam dziś w raju. W miejscu, do którego często dopływamy od strony morza. Drogą wodną zajmuje to mniej czasu niż lądową, bo jest łatwiej.
Trudno tu dojść i nie każdy zna to miejsce. Zejście bywa też niebezpieczne, ale nagroda zawsze jest nieproporcjonalnie duża w porównaniu do wysiłku, włożonego w dotarcie tam.

Czytaj dalej

10 najbardziej prestiżowych zawodów zdaniem Polaków

Zawód sprzedawcy jest na szarym końcu, nie będę mówić na równi z kim.

Czas zmienić ten kuriozalny sposób myślenia. 40 lat temu producenci rządzili gospodarką, dziś rządzą sprzedawcy.

Dobry sprzedawca jest na wagę złota, wystarczy przejrzeć gazety z ogłoszeniami – jaki zawód jest najczęściej poszukiwany?
To sprzedawcy dziś rządzą światem i nakręcają gospodarkę, ale ja mówię o dobrych sprzedawcach, którzy mają techniki w jednym palcu.

Jeśli chcesz poznać tajniki rasowego sprzedawcy, Kliknij w ten link

Jak pokazują wyniki sondażu* CBOS, bardziej cenimy zawód niewykwalifikowanego robotnika budowlanego niż polityka. Dziennikarz wydaje nam się wiarygodniejszy od księdza, a właściciel dużej firmy budzi więcej zaufania niż ten, który prowadzi mały sklepik. Zobacz, które zawody Polacy uznali za najbardziej prestiżowe. Czytaj cały artykuł…

Zdjęcie pochodzi z tego samego artykułu w gazetapraca.pl

Rzucanie palenia wbrew własnej woli

Minęły prawie trzy lata od chwili, gdy po raz ostatni paliłam papierosa.
Tak bardzo nie chciałam rzucać palenia, tak bardzo uwielbiałam palić, że uznałam, iż to będzie dobry powód do ucieczki z domu, aby móc robić to co chcę, żeby mi nikt głowy nie suszył i nie lamentował całymi dniami.

Rozsądek w którymś momencie zwyciężył i dla świętego spokoju postanowiłam nie palić.
Prawie dwie paczki na dzień to była norma. Kiedy kładłam się spać słychać było wyraźnie mój gwiżdżący oddech i stale towarzyszył mi suchy kaszel.

Było ciężko, buntowałam się, bo nie byłam psychicznie nastawiona na odwyk, to nie była moja decyzja, zostałam do tego niejako zmuszona chcąc mieć ten upragniony święty spokój i przez to było mi ciężej. Co gorsza jeszcze niespełna dwa lata i rok wcześniej jedna paczka starczała mi na dwa dni.

To ten lamentujący i narzekający na dym palacz, który pochłaniał od lat dwie paczki papierosów dziennie, postanowił rzucić palenie i zmusić mnie do tego samego bo razem będzie raźniej. Ja przy nim tak się rozpasałam, że spokojnie dotrzymywałam mu kroku w ilości wypalanych papierosów.

Już widziałam te dni, tygodnie i miesiące straszliwych męczarni, nerwów, kłótni o byle drobiazg i tęsknotę za zapachem dymu. Nie obchodziło mnie, wręcz nie przyszło mi do głowy pomyśleć, że to tylko wyjdzie mi na dobre. Ja chciałam moją zabawkę i koniec. Mój mózg domagał się „narkotyku”.

Nie można sobie wyobrazić gorszego momentu do rzucania nałogu niż fakt, że kilka dni wcześniej zostałam okradziona. Ze wszystkiego co miałam w torebce. A konkretnie całej torebki, w której był paszport, dokumenty, klucze i ukochany scyzoryk wielofunkcyjny. Jego najbardziej mi szkoda 😀

Nerwówka była ogromna już bez innych powodów, a tu na dodatek pada definitywna decyzja, że nie palimy więcej.

Przeżyłam. Przeżyliśmy oboje. Bez uszczerbku na zdrowiu i duszy.
Bardzo pomogła nam prozaiczna czynność. Wyrzuciliśmy i pochowaliśmy wszystkie akcesoria i przedmioty przypominające o paleniu. Zapisaliśmy się na siłownię 3 razy w tygodniu i dwa razy w tygodniu biegaliśmy wieczorem.
8 miesięcy minęło. Potem kolejne kilka i za moment będą trzy lata.

Dziś jestem bardzo zadowolona. Zapomniałam już co to suchy kaszel i świszczący oddech, ale szkoda tylko, że nie wpadł mi wcześniej do rąk darmowy ebook Piotra Adamczyka „11 niezmiennych zasad skutecznego działania”, byłoby mi o wiele łatwiej przestawić myślenie na właściwe tory i zastanowić się nad korzyściami zamiast wizualizować męczarnie.

Jak większość ludzi myśli o diecie i ćwiczeniach fizycznych? Większość ludzi myśli o nich jak o jakiejś torturze, męce. Trzeba robić i jeść to, czego się nie lubi. Na samą myśl dostają już dreszczy i są zniechęceni.
Dlatego też tak wiele osób ponosi porażki i nigdy nie osiąga swojego celu. Mają błędny sposób myślenia, który łączy to, co dobre dla nas
(np. ćwiczenia, dieta) z negatywnymi emocjami. Jeśli w taki sposób (negatywny) będziesz myśleć o diecie, to prędzej czy później wylądujesz przed telewizorem z paczką chipsów i coca colą, bo w końcu ileż można znosić te tortury. Z tego też powodu 95% osób, które zaczynały diety, statystycznie po dwóch latach waży o kilogram więcej niż przed rozpoczęciem diety.
Pięć procent osób, którym się udało, dokonało tego dzięki zmianie swojego myślenia. Ludzie ci wybrali inną drogę niż pozostali i zmienili sposób myślenia i emocje, jakie towarzyszą im przy ćwiczeniach czy diecie. Tobie też uda się to osiągnąć, ale musisz zacząć w swojej głowie łączyć ćwiczenie i zdrową dietę z przyjemnością, a nie torturą.
Zmienisz swoje myślenie, a będziesz jak ci wszyscy ludzie, którzy z trenowania i zdrowego odżywiania czerpią przyjemność.

Jak już wspomniałam, ebook jest darmowy, ściągnij go sobie i skorzystaj.

Pierwsze koty za płoty

Siódmego czerwca zaczęłam dietę. Nie odchudzającą tylko oczyszczającą.

To znaczy, że jem jak dzik, wszystko to co lubię, kiedy jestem głodna i tak, żeby się najeść do syta.

Z tym najadaniem się do syta to czasem przesadzam, tak jak dziś na przykład. Na kolację cztery pajdy boczku wędzonego podsmażone na patelni i na to 5 jaj.
To było pyszne, ale tłuste ja cholera i teraz mi niedobrze.

Dziś minęło 11 dni odkąd zmieniłam tryb żywienia. Nie wierzę w diety odchudzające, a już tym bardziej te, w których trzeba liczyć kalorie, jak np Dukana.

Eliminuję z diety to, co jest nienaturalne i w przyrodzie nie występuje samoistnie czyli mąka, a w niej zabójczy gluten przede wszystkim.

Rok temu odstawiłam nabiał, przede wszystkim mleko i od tego czasu nie wiem co to ból żołądka. A zwiedziłam już mnóstwo szpitali w Polsce i za granicą, żeby znaleźć przyczynę bóli, które powalały mnie dosłownie na kolana i wymioty.

Śmiesznie to brzmi dzisiaj nawet dla mnie, ile kasy wydałam na badania przez te wszystkie lata, a wystarczyło pomyśleć i może poszukać wiedzy poza światkiem medycznym.

Od kilku dni piję koktail błonnikowy. Poezja. Zamiast przekąsek między posiłkami.

No cuda się dzieją, a najważniejsze, że taki sposób jedzenia nie wymaga ode mnie wyrzeczeń bo chleba i tak prawie nie jadałam, gorzej było z makaronami, ale dziś już nawet po tych 11 dniach, kiedy czuję tak ogromny przypływ sił witalnych i chęci do życia, gdy wszystko u mnie wywróciło się do góry nogami po odstawieniu glutenu to nawet nie chcę myśleć o makaronie. Nie chcę się znów zakleić glutenem i pozatykać wszystkich kanalików, które bardzo powoli będą się teraz udrażniać.

Hipokrates mówił, niech Twoje jedzenie będzie twoim lekarstwem, a twoje lekarstwo twoim pożywieniem, i tak ma być. Wierzę, że to właściwa droga.

Dzięki portalowi www.bioslone.pl, o którym z kolei dowiedziałam się z książki Andrzeja Janusa, „Nie daj się zjeść grzybom”, czy tak jakoś.

[caution shadow=’2′]

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.

[/caution]