warning icon
YOUR BROWSER IS OUT OF DATE!

This website uses the latest web technologies so it requires an up-to-date, fast browser!
Please try Firefox or Chrome!

PROSTE ćWICZENIE, KTóRE POKAZUJE KIM DLA SIEBIE JESTEśMY

9 października 2018

Mieszkam w takim miejscu, gdzie tak mniej więcej co trzy lata trzęsie się ziemia.
Z racji tej „niewygody” zorganizowałam sobie drugie mieszkanie, po drugiej stronie buta włoskiego i tak się przemieszczam. Raz tu, raz tam…

Po pierwszym trzęsieniu w kwietniu 2009 roku nie było źle. Mieszkałam w tym czasie w Rzymie i na parterze, a moje łóżko tańczyło po podłodze o około 3 w nocy.

Było to bardzo silne trzęsienie ziemi w Aquli i trwało jakiś czas. Co rusz nadchodziły wstrząsy i następnego dnia, chodząc po mieście, bardzo wyraźnie odczuwało się te wstrząsy.

Nie wyobrażam sobie, co można było poczuć na wyższych piętrach, ale wtedy jeszcze wcale się nie bałam, bo było to coś nowego. Spałyśmy z siostrą w jednym łóżku i obudził nas niesamowity hałas, wydawało nam się, że ktoś się do mieszkania włamuje, bo drzwi się tłukły, okna, a potem dopiero zaczęło łóżko z nami wędrować po pokoju.

Następne trzęsienie w maju 2012 roku było bardzo silne i zdarzyło się bardzo wcześnie rano. Mieszkałam już wtedy od dwóch lat w Marche na dwóch ostatnich piętrach budynku. Trzęsień w tym okresie było około tysiąca lub więcej w ciągu kilku tygodni i przed i po apogeum. Praktycznie co rusz odczuwało się pływanie.

Dziwne uczucie, kiedy siedzisz i czujesz się, jak na huśtawce. To nie powodowało lęku, można się do tego przyzwyczaić. Jednak ten pamiętny poranek spowodował, że straciłam panowanie nad sobą, nad swoim lękiem, panicznym strachem i normalnymi odruchami. Jako że atak nastąpił, gdy spaliśmy, z oczywistych powodów znajdowaliśmy się w łóżku. Na miękkim materacu odczucia są okropne. Gorsze, niż gdy się stoi na twardej posadzce.

Wpadałam w histerię, kiedy moja druga połówka dotykała materaca i skończyło się na wizycie u pana psychiatry. Pan przepisał mi oczywiście prochy. Prochy mi nie pomogły. Próbowałam spać na krześle, na fotelu zwinięta w kłębek, na wypoczynku i na łóżku.

10 dni gehenny sprawiło, że byłam wycieńczona brakiem snu, potwornym strachem, wykonywaniem każdej czynności w biegu, choćby branie prysznica, żebym tylko zdążyła się wysuszyć i ubrać…

Doszło do tego, że zaczęłam mieć niesamowicie wyostrzony słuch. Mieszkam nad morzem, ale dotąd nigdy nie słyszałam jego szumu, mimo że jest oddalone ode mnie 4 km, w linii prostej. Po tym trzęsieniu zaczęłam go normalnie słyszeć i mój lekarz mówił, że to jest naturalne i normalne w takim stanie.

Stwierdziłam w pewnym momencie, że już nie dam rady tak funkcjonować. Każdy niezlokalizowany dźwięk doprowadzał mnie do histerii i muszę coś z tym zrobić, skoro mój psychiatra nie potrafi mi pomóc. Postanowiłam przestać brać prochy.

Usiadłam do komputera, wystukałam parę słów, jak pozbyć się lęku i wyskoczyła mi stronka psychologa. Był tam 20-minutowy film wideo, w którym ten psycholog pomaga pozbyć się lęku za pomocą kilku prostych ćwiczeń.

Zrobiłam wszystko dokładnie tak, jak było na wideo. Poszłam się położyć i spałam jak niemowlę całą noc. Potem następną i kolejne. To ćwiczenie wyleczyło mnie nawet z takich strachów, które miałam od dzieciństwa. I to ćwiczenie uzmysłowiło mi też inną rzecz.

Dziś nie pamiętam dokładnie czy to, co pamiętam, było na tym wideo, czy gdzie indziej, ponieważ pojawiły się kolejne trzęsienia ziemi po niecałym roku, a potem znów i były jeszcze silniejsze, przez co nie mam do dziś pełnego spokoju, ale filmu już nie ma, pan psycholog zamknął stronkę.

To ćwiczenie nauczyło mnie pewnej rzeczy. A w zasadzie uświadomiło mi coś. Dopóki nie zajrzymy w głąb siebie, dopóki nie zobaczymy siebie samych, jako najważniejszej i najukochańszej istoty pod słońcem, nie będziemy w stanie innym pomóc.

Od tego czasu robię pewne ćwiczenie w pracy. Z ludźmi, którzy mnie otaczają. Proste ćwiczenie, które pokazuje, jaki mamy stosunek do siebie samych.

Wyobraź sobie, że wychodzisz z ciała i stajesz obok, w pewnej odległości. Patrzysz na siebie, wykonującego daną czynność. Powiedz mi, jakie masz w tym momencie odczucia w stosunku do siebie.

Widzisz siebie, widzisz sylwetkę, grymas na twarzy. Ta istota rozmawia z kimś przez internet, przyglądasz się jej i co czujesz do tej istoty?

Bardzo często słyszę odpowiedzi w stylu:

Jestem paskudna. Niezadowolona z siebie. Nie mogę na siebie patrzeć, nienawidzę się. Poprawiłabym co nieco tu i tam…. i wiele innych, bardzo negatywnych osądów.

I tu tkwi cały problem. W stosunku do samych siebie. Jak możemy dzielić się z innymi czymś, czego najzwyczajniej nie mamy?

Z pewnością jest wiele ćwiczeń, które pomagają nam spojrzeć inaczej na samych siebie, ale mnie to ćwiczenie kiedyś pokazało, co czuję do siebie, do mojej duszy, do mojej istoty, z którą jestem całe życie.

Inni w naszym życiu pojawiają się i znikają. Każdy ma określoną w nim rolę i miejsce, ale my, nasza istota, to jest ktoś/coś, z kim będziemy do ostatniego naszego oddechu i jeżeli sami ze sobą nie potrafimy wytrzymać, to jak inni mają nas znosić???

I właśnie podczas tego ćwiczenia uświadomiłam sobie, że to ta istota jest kimś najważniejszym dla mnie, że jest to ktoś, kogo chcę przytulić, dać poczucie bezpieczeństwa i nieba przychylić. To jest dzieło Boga i nie mogę negować w żadnym wypadku dzieła Stwórcy! Czegoś, co jest w danym momencie i na danym poziomie po prostu doskonałe.

I od tego momentu zaczęła się nauka. Nadal uczę się napełniać najpierw siebie, żeby móc się dzielić z innymi. Czy mi wychodzi… Boże, jak bardzo chciałabym powiedzieć, że tak, ale wiem, że jeszcze sporo przede mną.

Nawet Salomon z pustego nie naleje. I gdyby nie trzęsienie ziemi, nie wiedziałabym pewnie, kim dla siebie jestem 🙂

Facebook Comments

Tags: ćwiczenie, ja, mój stosunek do siebie, moja dusza, trzęsienie ziemi

Autor: admin

Mam mapę skarbów i doszłam do nich. Biorę garściami

KOMENTARZE

Nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj komentarz