• Home
  • /Blog
  • /Masz za dużo kasy? Jedź na ewent. Druga strona medalu
Masz za dużo kasy? Jedź na ewent. Druga strona medalu

Masz za dużo kasy? Jedź na ewent. Druga strona medalu

Jeśli masz za dużo kasy, oddaj na schronisko dla psów na przykład. Gwarantuję że poczujesz się lepiej i dłużej to potrwa.

Buszuję sobie po sieci i znalazłam się jak zwykle na Facebooku. Kocham Facebooka. Kocham wszystkie miejsca, gdzie dużo się dzieje i nie muszę brać w tym bezpośredniego udziału.

Kocham wszystkie te miejsca, gdzie mogę poprzyglądać się ludziom, popodziwiać albo pokrytykować po cichu, a może czasem na głos, gdy jestem sama w domu. Tak, żeby nikt nie musiał nigdzie dzwonić przypadkiem…

Gdybym tak posiadała talent wchodzenia do głowy innej osoby i spojrzenia na całokształt przez pryzmat jej doświadczeń i wspomnień, potrafiłabym usprawnić wiele ze swoich działań. Choćby tych marketingowych, bo nijak nie chce mi się robić wielu rzeczy, które powinnam i często szukam drogi na skróty. No cóż, taki klimat mamy.

No i wiadomo, marketing jak zwykle na tapecie, a skoro już marketing to i nieodłączny rozwój osobisty.

Szkolenia, szkolenia, szaleństwo…

Nie wiem czy Anthony Robbins był już w Polsce, czy dopiero ma być. Nie śledziłam ostatnio, wiem tylko, że było dużo szumu i nawet czytałam wszystkie te informacje, ale ich nie pamiętam.

W tej chwili nie wybieram się absolutnie na żadne takie wydarzenie. Piszę o Robbinsie akurat, bo jeśli się nie mylę, był pierwszy w kolejce na Polskę i kupiłam sobie jego audiobook.

Wtedy jeszcze przeraźliwie marzyłam by zobaczyć go na żywo. Później docierały do mnie już tylko strzępki informacji z tablicy na fB, że ktoś umiera ze szczęścia, bo zdobył bilet na ewent. Nie tylko z Robbinsem.

Przyznam się bez bicia, że gdy rozpoczęłam nową działalność marketingową, stosowałam się do wskazówek moich liderów, z różną dokładnością, szczególnie jeśli chodzi o zdobywanie wiedzy na temat tak bardzo pożądanej motywacji do działania i dałam się złapać w powszechną pułapkę jaką jest „kolekcjonowanie” lub „chomikowanie” wiedzy, przy czym im więcej pozycji takich gwiazd jak Robbins, Tracy, Eker, Proctor czy inni było w mojej bibliotece, tym czułam się silniejsza, lepsza, ważniejsza i taka super… Nie do pobicia.

Nic nie robiłam tylko czytałam książki albo słuchałam audioboków.

Na pracę nie było już oczywiście czasu.

No bo kiedy???

Trzeba było najpierw chłonąć, czytać, słuchać, to było tak cholernie ważne i fascynujące doznanie, że zabiłabym, gdyby ktoś mi odebrał moich Guru.

Oni zarabiają miliony!

Ja też będę, gdy tylko wszystko przeczytam!

Masz za dużo kasy? Jedź na ewent. Druga strona medalu

Czerwona jak burak z wrażenia, wyobrażałam sobie siebie w hotelu jako specjalnego gościa z biletem VIP-owskim, tym, dla którego ceny nie było cenniku tylko ustalało się ją osobiście.

Taki VIP miał możliwość osobistej rozmowy z Robbinsem. To był dla mnie najważniejszy moment .

Skoro udało mu się w kilka, czy kilkanaście minut wyleczyć jąkającego się, ok 30-letniego mężczyznę, przypominając mu, jaką bajkę oglądał w wieku 2 lat, uwierzyłam, że sprawi, iż z introwertyczki stanę się duszą towarzystwa i nabiorę charyzmy, tak potrzebnej w zawodzie marketera.

Napaliłam się strasznie, ale zasnęłam w końcu z błogim uśmiechem na ustach.

Jakaś siła wyższa czuwa nade mną wciąż z niezrozumiałych dla mnie powodów. To więcej niż pewne, że muszę mieć cholernie ważną misję do spełnienia… hehe.

Do rzeczy.

Otóż po tym całym nabuzowaniu się, pozytywnym nastawieniu, wizualizacjach, czarach i Bóg wie co jeszcze, wstałam rano jak gdyby nigdy nic i zrobiłam sobie kawę ze stevią. Obrzydlistwo straszne, ale przyzwyczaiłam się i włączyłam komputer.

Postanowiłam zrewidować swoje nastawienie do całej sytuacji i poszukać logicznego uzasadnienia do wyjazdu na ewent. Zachłysnęłam się bowiem audiobookiem i fragmentami jego wielkich ewentów za oceanem, na które zjeżdżają się tysiące osób z najdalszych zakątków kraju i chciałam wiedzieć dlaczego tak się dzieje.

Wstukałam w wyszukiwarkę kilka haseł dotyczących Robbinsa, ewentów, szkoleń, guru i….. Jak się domyślisz pewnie, znalazłam tony informacji. Tony to mało powiedziane. Czytania na resztę życia, a ja zarezerwowałam sobie tylko jeden dzień. No nic. Jakoś to przerobię…

Nie wiem co się dzieje w mózgu kiedy człowiek śpi. W moim coś się zadziało na pewno. Stwierdziłam rano, że to jest wszystko chore. Niemożliwe, żebym dostawała takiego bzika na punkcie jakiegoś gościa, który krzyczy na scenie.

Przejrzałam listę pozycji w mojej wirtualnej bibliotece, przejrzałam Google Drive, Dropboxa, Chomika, wszystkie pliki wideo. Mam tego tyle, że Google by się powstydził razem z Vimeo.

I ja nie jestem jeszcze żadnym GURU???

Przecież według mojej własnej opinii jestem chodzącą kopalnią wiedzy. Przeczytałam to wszystko i obejrzałam wszystkie filmy! Wiem jak odpowiedzieć na pytania, o ile nie będą zbyt kłopotliwe, mogę też poprosić o nagranie lub napisanie opinii wielu moich znajomych. Założę stronę i będę sobie kołczować.

Zarobię obrzydliwie dużo pieprzonej kasy.

Tylko, że po tym całym dniu poszukiwania, a dzień ten rozciągnął się na kilka dni, doszłam do wniosku, że poza jednym jedynym elementem, który jest dostępny tylko i wyłącznie na żywo,

Cała wiedza, najdoskonalsza recepta na sukces, przepis na wspaniałe życie, czy jakkolwiek to nazwiesz, jest do wzięcia całkowicie za darmo!

Musisz mieć tylko dostęp do internetu. Jeśli będziesz dobrze szukać to znajdziesz każdą informację.

Muszę przyznać, że po obejrzeniu filmiku na Youtube z Anthony Robbinsem zastosowałam pewien trick, o którym mówił i do tej pory go stosuję. Stwierdzam z absolutna pewnością, że nastąpiły kolosalne zmiany w moim życiu.

Natomiast tym jedynym elementem, którego nie otrzymasz korzystając tylko i wyłącznie z darmowej wiedzy to emocje.

Masz za dużo kasy? Jedź na ewent. Druga strona medalu

Wibrujące, soczyste, ociekające aurą magicznej mocy, wślizgujące się gładkimi mackami w Twój najbardziej intymny kawałek umysłu, emocje, towarzyszące każdemu takiemu wydarzeniu, gdzie uczestnicy poddają się czarowi całkowicie bezkrytycznie.
Atmosfera co rusz podgrzewana przez spikera i osoby z ekipy, rozedrgana do granic możliwości przenika przez wszystkie warstwy Twojego Ego, które karmione odpowiednią intonacją głosu i dokładnie dobranymi słowami rośnie i czuje się prawie niesmiertelne.

Wiem co mówię. Brałam już udział w takich ewentach.

Nie ma sensu opisywać niektórych sposobów, jak kreuje się taką atmosferę, bo te informacje też znajdziesz w sieci. Od Ciebie zależy przez jaki filtr przepuścisz tę wiedzę.

Masz za dużo kasy? Jedź na ewent. Druga strona medalu

Mój główny filtr to było pytanie: „po co mam lecieć do Polski, żeby usłyszeć to, o czym czytam w książkach i oglądam na Youtube”?

Odpowiedź na to pytanie z pozoru wydaje się być oczywista, ale tak wcale nie jest. Fenomen tych wszystkich Guru zależy tylko i wyłącznie od naszego przekonania, że oni są inni, lepsi, bardziej inteligentni, mają moc, itd.

Tylko czy aby na pewno? Czy nie jest tak, że niektórzy z nich tak naprawdę w prywatnym życiu to prawdziwi psychopaci? Jest co najmniej jeden taki przypadek, który należałoby przestudiować. Gość przekazuje masę wartościowej wiedzy, tyle, że sam poza kamerami jest totalnym przeciwieństwem tego, czego usiłuje uczyć innych.

Szkolenia są trendy

Coś w tym jest.
Kilka lat temu, kiedy zaczął się w Polsce prawdziwy boom na szkolenia i w tym czasie były to jeszcze tylko szkolenia a nie żadne coachingi, w międzyczasie powstała platforma sprzedająca szkolenia na zasadzie programu partnerskiego.

Zapisałam się oczywiście do programu partnerskiego i.. szlag mnie trafił!

Na początku myślałam, że to ze mną coś nie tak i że pewnie nie rozumiem tego całego systemu. Miałam sama też wykupywać szkolenie za szkoleniem i oglądać je i potem rekrutować ludzi, żeby robili dokładnie to samo. Wiadomo taki sobie mlm-ik. Był tylko mały problem.
Po pierwsze te szkolenia kosztowały.
Po drugie, te szkolenia nie trwały kilka minut, a było ich naprawdę sporo.
Żeby sprzedać szkolenie, musisz go znać. Zanim obejrzysz cała serię szkoleń, minie trochę czasu, a tu trzeba kupić kolejne. Kiedy w takim razie będzie czas na zarabianie?

Coś tu naprawdę nie było w porządku. Zapanowała moda na bycie szkoleniowcem, a hasłem przewodnim było słynne: powiedz ludziom to, o czym wiedzą, a przyznają Ci rację i tym sposobem zjednasz sobie ich przychylność.
Jednym słowem powstanie w ich głowach coś, co wyeliminuje nieufność w stosunku do ciebie, jako osoby nieznanej.

Kolejna sprawa, która bulwersowała mnie do granic wytrzymałości to fakt, że te szkolenia były tak naprawdę gówno warte. Bo coraz więcej osób, które dopiero co zaczęły swoją przygodę z marketingiem, zrobiły kilka filmików na YouTube, zaczęły tworzyć własne kursy na temat: „Jak tworzyć kursy, aby tworzyć kursy” itd., itd.

I takie gówna się sprzedawało, sprzedaje i będzie sprzedawać. Na takich gównach mnóstwo ludzi porobiło „kariery” i zarobiło kupę kasy, na sprzedawaniu gównianego gówna bez wartości. (Przepraszam, musiałam użyć tego słowa, bardzo mi tu pasowało).

Prawdziwe gówno ma przynajmniej jakąś wartość, choćby jako nawóz, coś na nim urośnie, ale to co ci „eksperci” robili i robią jest cholernie nieetyczne i w moim słowniku oznacza naciąganie.

Takie kursy niczego nie uczą, podają zdawkowe informacje i prawie zawsze zachęcają do zakupu kolejnej części, gdzie dowiedzą się czegoś więcej, poznają bardziej zaawansowane techniki i tym podobne.

I co mnie najbardziej dziwi to fakt, że ludzie wierzą, że teraz już na pewno dowiedzą się tego czego szukają i staną się bogaci!

To samo z ewentami.
Według mnie wszystko sprowadzało się do tego, że ludzie zapłacą każdą sumę za to, żeby usłyszeć to, o czym doskonale wiedzą i żeby przez kilka minut poczuć się kimś ważnym, bo generalnie w życiu czują się zwykłymi szarakami.

Bardzo nie podoba mi się ta idea, bo nie może być tak, żeby człowiek, którego naprawdę nie stać na taki wyjazd, będzie skazany na wieczne poczucie bycia nikim, szarym człowiekiem, który nikogo nie obchodzi.

Jeszcze większym problemem według mnie jest fakt, że ludzie, którzy jadą na taki ewent, wracają z niego wypaczeni mentalnie. Tam dowiadują się, że są wyjątkowi, super wspaniali i mogą wszystko. Emocje utrzymują się jeszcze maks kilka dni i potem nieubłagany proces hedonicznej habituacji ściąga ich z powrotem na ziemię.

Czasem ten powrót do rzeczywistości bywa potwornie bolesny, bo po tak ogromnej dawce komplementów, które miały wywołać określoną reakcję, przede wszystkim decyzję zakupu kolejnego szkolenia, o jeszcze większej, niezbadanej mocy, ci ludzie, wracający do szarej codzienności czują się często jeszcze gorzej niż przed wyjazdem, bo wtedy przynajmniej nie zdawali sobie aż tak jasno sprawy z tego, jak bardzo są niezdolni do tego, co w trakcie ewentu wydawało się „bułką z masłem”.

Do cholery każdy z nas, Ty, ja, Twoi przyjaciele, znajomi. Żadne z nas nie musi płacić za to, żeby dowiedzieć się, jak sprawić, żeby wyciągnąć nasze najlepsze cechy na zewnątrz i uczynić życie lepszym. Nie muszę jechać na Nicka Vujicica, żeby usłyszeć jak chłopak bez rąk i bez nóg uczynił swoje życie wspaniałym, ożenił się i stworzył cudowną rodzinę. Chwała mu za to, ale takich ludzi jest zapewne całe mnóstwo na całym świecie i jedni gorzej, inni lepiej się promują.

Ty nie musisz zapożyczać się u nikogo i płacić, żeby dowiedzieć się, że te wszystkie cechy przywódcy, mentora, pisarza, artysty, komika, sprzedawcy… są w Tobie. Nie musisz jechać kilka godzin po to, żeby przez cały czas ktoś prał Ci mózg i przekonywał Cię o tym, że jesteś wyjątkowy.

Ty jesteś wyjątkowy, jesteś wyjątkowa! Spójrz w lustro i uśmiechnij się do siebie, Zobacz jaki fajny z Ciebie gość i zapytaj sam siebie: „a co by się stało, gdybym zrobił dziś coś szalonego?”

Zacznij od jednego małego kroku. Szukaj informacji, znajduj i użyj intuicji, ale studź emocje.

Ja będę nadal czytać tych wszystkich guru, bo czasem uda im się przemycić coś ciekawego, ale nie potrzebuję wydawać tysięcy złotych na bycie VIPem na wydarzeniu, które mogę mieć w domu każdego dnia. Gdzie w każdej sekundzie mojego życia mogę być wielką i fajną babką.

Ta wiedza jest dostępna za darmo, w każdej chwili na Twoje życzenie. Jeśli chcesz przeżyć magię, poczuć jak serce ulatuje Ci do nieba każdego dnia, nie tylko przez jeden tydzień z życia, wysil się trochę i nie przepłacaj.

Nie wierz w to, że wyjazd na ewent sprawi, że fortuna spadnie Ci z nieba. Z Ewentem czy bez, będziesz musiał przynajmniej na początku ciężko popracować. A jeśli chcesz poznać najprostsze sposoby na to, by stać się takim VIP-em bez wyjazdu, odezwij się, pokażę Ci jak się tworzy nową, zachwycającą rzeczywistość bez całego tego blichtru, ale za to przy akompaniamencie szczęśliwych ludzi, których będzie przybywać coraz więcej, na miarę Twojego zaangażowania.