Trochę mi wstyd…

Trochę mi wstyd…

Trochę mi wstyd* za te wszystkie egzaltowane chwile, w których wypisywałam głupoty na Facebooku o tym, jaki cudowny biznes MLM znalazłam, jakich fantastycznych ludzi poznaję i jak fantastycznie miło spędzam czas wraz z nimi.

To wszystko było tak głupie, że aż strach czytać po jakimś czasie te teksty. Po czasie okazało się, że uległam praniu mózgu jak większość osób, które się do tego konkretnego biznesu zaangażowały.
Mistrzostwo w motywowaniu, a mistrzostwo w budowaniu biznesu to dwie różne rzeczy.

Ileż zapału i energii wkładałam w te idiotyczne filmiki wideo, które miałam robić przez 90 dni, jakieś dziwne programy 30/30/30 czy jeszcze inne głupsze zachowania.
Jeśli w danym biznesie wymaga się od Ciebie zachowań rażąco niezgodnych z Twoją naturą to już powinno to być sygnałem alarmowym. Ale gdzie tam… Wcale nie zapaliła mi się żadna czerwona lampka. Nadal robiłam z siebie idiotkę i każdego dnia przygotowywałam się do kolejnego nagrania wideo. Miałam opowiadać historie, bo ludzie kochają historie.

No tak, ale żeby nagrać taki filmik to trzeba było nie raz poświęcić wiele godzin na przygotowania, na jakiś makijaż, który ukryje zmarszczki, niedoskonałości, dobranie odpowiedniego miejsca, żeby było dobre światło, żeby nie było widać zacieku na ścianie, żeby kot mi kamery nie przewrócił, żeby był ten a nie tamten profil, i wreszcie, żeby się nie zająknąć przy nagrywaniu, albo nie zamilknąć na kilkanaście sekund.

No i patrzeć w diodę, która dekoncentruje…

I w taki sposób trawiło się bezsensownie wiele godzin w ciągu dnia, które można było spożytkować na taki rodzaj działalności, który przynosi pieniądze. A tym, co przynosi pieniądze, są bezpośrednie kontakty z ludźmi. Do tego nie potrzeba ani filmów wideo, ani setek szkoleń, ewentów czy dodatkowych abonamentów w różnych systemach reklamowych, pokazujących jak za darmo zbudować stronę www, autoresponder i inne bajery, tyle, że za to pokazywanie – jak za darmo coś zrobić – musisz zapłacić kilka setek na miesiąc.

W pewnym momencie poczułam, że zbrzydło mi płacenie dodatkowych abonamentów za korzystanie z zaplecza, które de facto powinno być darmowe, za brak możliwości dostępu do tzw liderów, którzy w pewnym momencie stworzyli kasty i kontaktowali się tylko z wybranymi, tymi, którzy wykupili najwyższy pakiet startowy. Reszta to plebs.

Ale tak się dzieje zawsze, gdy „lider” preferuje ilość, a nie jakość. Nawet w Pentagonie i we wszystkich ważniejszych strukturach przywództwo zostaje dzielone zawsze na mniejsze grupy i żaden dowódca na stanowiskach najbardziej odpowiedzialnych nie zarządza więcej niż pięcioma podwładnymi. Nie jest w stanie utrzymać kontroli nad większą ilością osób. Prędzej czy później dojdzie do załamania w relacjach.

Ostatnim, najgorszym elementem, chwytem poniżej pasa była psychologiczna manipulacja, że jeśli w tym biznesie nie doniesiesz sukcesu, to już w żadnym innym Ci się nie uda i to oznacza, że nie nadajesz się do MLM, bo prostszego systemu po prostu już nie ma!

To działa. I to jak!

Tak bardzo chciałam udowodnić sobie i innym, że MLM jest dla mnie, że poddałam się procesowi w 100%.
I… okazało się, że się nie nadaję.

Każdy nowy filmik okazywał się gorszy i coraz trudniejszy do zrealizowania. Przymus znajdywania w sobie pasji, szczególnie nowej, podpowiedzianej przez „lidera”, a nie Twoje wnętrze powodował konflikt, który trudno było zdemaskować.

Ze mną nie było w tej materii problemu, aby stać się z dnia na dzień ekspertem od stron www, szczególnie na WordPressie, bo zajmowałam się tym od wielu lat zawodowo, więc wiedzę mam z pewnością o wiele większą w tym temacie niż większość nowych adeptów, którzy ledwo co się zapisali do firmy, a już stawiają blogi z akcjami typu: „Jak stworzyć szybko stronę na WordPressie”, albo coś w tym guście.

Pisałam już na ten temat wcześniej tutaj więc nie będę rozwijać tematu ekspertów od stron. A ten temat był najmodniejszy.

Tematy sugerowane przez sponsorów, bezpieczne, bo trudno weryfikowalne, ale odciągające bardzo od głównych zadań związanych z budowaniem stabilnej struktury, z nawiązywaniem prawdziwych relacji z zespołem.

Jeśli chcesz stworzyć dobry biznes, nie możesz sponsorować ludzi jak wariat. Nie na tym rzecz polega, by mieć tych ludzi jak najwięcej pod sobą, ale by Twoja struktura miała solidne fundamenty, czyli co najmniej trzy poziomy w dół. Wtedy można już mówić o stabilności. I praca z każda osobą do skutku, aż ta osoba zbuduje również swój stabilny biznes.

Opowiadanie farmazonów typu: pomóż zrealizować marzenia Twojemu klientowi czy partnerowi, bez odpowiedniego zaplecza technicznego – JAK – nie ma żadnego sensu.
System, w którym się tylko ludzi motywuje, przepraszam – manipuluje to porażka. Najtrudniej wyjść z takiego biznesu jeśli wpakowało się w jakiś abonament z umową, która obejmuje na przykład roczny okres opłacania pod groźbą sądów.

Dziś nie bardzo obchodzi mnie to, czy firma ma konkurencję czy nie. Nie obchodzi mnie czy mój sponsor dostał auto, czy pisze swojego bloga, czy robi szkolenia 10 razy na dzień i mieli ten sam temat w kółko i w kółko i na każdym szkoleniu trzeba być obowiązkowo. Dla mnie czysty absurd.

Cały system skonstruowany jest na złapanie jak największej ilości osób i zostawienie ich samych sobie, bo nikt fizycznie nie da rady przeprowadzać codziennie po 10 rozmów, przy czym każda powinna trwać około dwóch godzin, żeby nowa osoba coś z tego wyniosła.

Cała masa rozpraszaczy tylko przez krótki czas spełnia swoje zadanie, ukrywa braki merytoryczne.

Nagle okazuje się, że najtrudniejszy element budowania swojego biznesu okazuje się najprostszą rzeczą na świecie. Czyli nawiązywanie relacji z ludźmi.
Ilu adeptów ma opory przed pisaniem do nieznanych osób i zagajeniem rozmowy?
Albo jeszcze lepiej, ilu takich nowych zamiast przywitać się, wysyła od razu linka do strony swojego programu?

Powiem tak. Firma MLM, która bazuje na regularnych ewentach, na całej masie „rozpraszaczy”, dodatkowych programach, opcjach, będzie się miała bardzo dobrze, ale składać się będzie z ludzi robotów, wykonujących ślepo jeden schemat, duplikujących literalnie wszystko od A do Z. Tacy ludzie choćby mieli czas na pogłębianie relacji z osobami z zespołu, znajdą milion sposobów na to, żeby ten czas spożytkować na wynajdowanie nowych technik rekrutacyjnych niż po ludzku usiąść z człowiekiem i dowiedzieć się, jakie ma problemy, co mu wychodzi, z czym sobie nie radzi i razem przestudiować krok po kroku każdy etap.

Takie pogadanki zastępują w 100% wszystkie ewenty i cały ten blichtr, którym dziś oblepiona jest większość systemów MLM i przynoszą o wiele większe korzyści.
Poza tym, jeśli chodzi o Facebook, nie musisz wrzucać ileś postów dziennie na swój profil, żeby utrzymywać zainteresowanie, oczywiście podlinkowanych odpowiednio, z zachowaniem zasad copywritingu i NLP.

Dosyć! Biznes może być przyjemny i na prawdę łatwy. Trudno odpowiedzieć na pytanie, czym się kierować przy wyborze dobrego systemu. Wiem jedno. Gdybym dziś miała zapisać się do systemu, gdzie muszę bezwarunkowo uczestniczyć w webinarach, gdzie muszę pisać na grupach regularnie i zaśmiecać swój profil, uciekałabym w podskokach 😀

Biznes się robi, a nie o nim tylko mówi. Dobry MLM nie potrzebuje ogromnego szumu wokół siebie.

Nie neguję „starych wyjadaczy”, którzy profesjonalnie podchodzą do tematu i naświetlają wiele ważnych aspektów takiej działalności, ale to odrębny temat. To eksperci, którzy mają swoją niszę, wiedzą co robią i jest ich niewielu.

A tu taka perełka na koniec. Przyznam, że mnie to powaliło.

Trochę mi wstyd...

* Tylko trochę mi wstyd, bo nie wyobrażam sobie, abym miała z tego powodu nie spać. Jak mówi mój życiowy partner: Nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi.
Ten tekst będę jeszcze edytować 😀