Moje „nie” pierwsze wystąpienie publiczne

Moje „nie” pierwsze wystąpienie publiczne

Moje pierwsze publiczne wystąpienie odbyło się we Włoszech na mini kampusie, gdzie przed kilkudziesięcioma osobami opowiedziałam, jak doszłam do poziomu, który wtedy miałam. Ajajaj, jak to dawno było :D

To było w ub roku.

Kolejne wystąpienia przed naszymi polskimi UG w liczbie ok 150 osób też nie były takie stresujące.
Raz tylko nie mogłam słowa wydusić z siebie, bo wzruszenie mnie powaliło.
Ale nie trema.

Nie ma czegoś takiego jak trema, kiedy wiesz co mówić. Czasu zazwyczaj jest mało i nigdy nie powie się wszystkiego. Nie ma stękania, trzęsawek ani żadnych takich historii, o których tyle się nasłuchałam.

Kiedy stajesz się profesjonalistą w danej dziedzinie, nie musisz improwizować, żeby za wszelką cenę zainteresować publiczność, bo czegoś się nauczyłeś na pamięć.
Nie ma absolutnie żadnego stresu, bo masz do przekazania rzeczy ważne, które pomogą innym ruszyć z miejsca.

Jakim zdziwieniem było dla mnie to, że teraz wyszłam na scenę, gdzie siedziało 2 tysiące ludzi i czułam się jak ryba w wodzie.
Najfajniejsze jest to, że każdego z Was to czeka :) I każdy z Was będzie miał podobne odczucia.

Nie ma tremy, jest wzruszenie i szczęście, że osiągamy cele i możemy innych nauczyć, jak w prosty sposób przejść tę samą drogę.
Dla mnie żywioł :)